27 lutego 2013

Ha Ha

Od zawsze lubię czytać książki. Kiedyś pochłaniałam je jedna po drugiej, czasem nie pozwalając tej pierwszej na ułożenie się, uleżenie i zajęcie godnego miejsca w mojej pamięci. Dziś objawia się to tym, że całe mnóstwo zarówno książek, jak i również uwielbianych przeze mnie filmów pamiętam jedynie fragmentarycznie. Niektóre z nich potrafię sobie przypomnieć po zobaczeniu zaledwie jednej sceny bądź przeczytaniu jednego zdania, a czasem to jakieś zdarzenie mi o nich przypomni. Tak też zdarzyło się ostatnio, kiedy to pewne zbiegi okoliczności przypomniały mi o powieści "Tam gdzie spadają anioły" autorstwa Doroty Terakowskiej.

Trudno mi w zasadzie cokolwiek o samej powieści napisać - pomimo tego, że zrobiła na mnie kiedyś ogromne wrażenie to nie jestem w stanie ocenić, czy po tych ośmiu latach nadal odbierałabym ją tak samo. Nawet gdybym chciała to sprawdzić, to nie do końca byłoby to możliwe biorąc pod uwagę fakt, że mój egzemplarz tejże książki do dziś znajduje się prawdopodobnie na jednej z półek mojej koleżanki, która książki ani nigdy nie przeczytała, ani mi nie zwróciła. Pomimo upływu wielu lat, udało mi się zatrzymać w pamięci jeden mały fragment powieści, który nie tak dawno postanowił mi o sobie przypomnieć.
Świat cały czas się zmienia, każdy dzień jest inny, a pomimo tego lubimy udawać, że wszystko jest takie samo. Wykonywanie tych samych codziennych czynności daje nam złudzenia podobieństwa poszczególnych dni i każda z naszych małych rutyn urasta w naszych oczach do rozmiarów całego świata. Nie widzimy nic poza nimi, nie potrafimy wyjrzeć dalej i dostrzec tego, że wszystko jest inne - powietrze którym oddychamy, ludzie których spotykamy i wszystko to,  czego tak naprawdę nie dostrzegamy. Już wieki temu Heraklit mówił, że nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki, a mimo to próbujemy robić to każdego dnia, nieświadomie wmawiając sobie, że wszystko jest takie samo.
Być może Dorota Terakowska pomyślała podobnie, być może również spostrzegła, że pozostajemy ślepi w obliczu subtelnych, regularnych zmian i być może to właśnie stąd we wspomnianej przeze mnie wcześniej powieści przytoczyła pojęcie Kamieni Życia - małych chwil, momentów, drobiazgów, które zmieniają w naszym życiu wszystko. Błahostek które sprawiają, że na te same sprawy zaczynamy patrzeć zupełnie inaczej, które zdają się otwierać nam oczy bądź kierować w określonym kierunku. Rzeczy pozornie nieistotnych, a zmieniających w istocie wszystko.
Co było moim kamieniem życia - może ostatnia impreza, choć na niewielu bywam, a może już założenie tego bloga było jakimś przełomem, niosącym skutki w dalszej przyszłości? Być może kilka słów, spojrzenie, drobne wydarzenie lub rozmowa miesiąc temu. Może słuchanie szumu liści o sekundę za długo i przyglądanie się nadchodzącej wiośnie baczniej niż zwykle. Być może nie było to żadne z tych zdarzeń, a być może wszystko razem, cały ten zbiór pozornie nieistotnych szczegółów sprawił, że coś się zmieniło.
Przychodzi chwila w której orientujesz się, że coś jest nie tak - że to nie to, że czegoś Ci brakuje i że to nie jest właściwe dla Ciebie miejsce. Zdajesz sobie sprawę, jak wiele rzeczy poszło ostatnio źle i jak wiele z nich wymaga naprostowania. Rozpościera się przed Tobą cały plan działania, gotowy przepis na sukces i uświadamiasz sobie, jak wiele musisz zmienić, bo zmiany wymaga czasem niemalże wszystko.
Tylko jak nagle dokonać zmiany o 180 stopni, jak wywrócić wszystko do góry nogami i nie skomplikować niepotrzebnie jeszcze bardziej? Czy nasze niekoniecznie wymarzone, ale za to stabilne i poukładane życie jest warte narażania z powodu jednego przebłysku, z powodu dziwnego, niewytłumaczalnego przeczucia? Bo zmiany nie są łatwe. Nigdy. Wymagają mnóstwo wysiłku, pojawiają się chwile zwątpienia i zdarza się, że nie ma już odwrotu... ale czasem nie da się niektórych rzeczy poprawić i trzeba je wyburzyć, by móc odbudować je na nowo - lepsze i stabilniejsze.
Można co prawda zostać na starych śmieciach i być pewnym tego, że nowy dzień będzie niósł ze sobą tę samą rutynę, ale liczyć musimy się wtedy z tym, że nigdy nie dowiemy się, dokąd nasze przeczucie by nas zaprowadziło. Takie przeczucia mają w zwyczaju siedzieć w człowieku od początku do końca - początkowo jako idea, pomysł na odbicie od utartych schematów, a potem jako namacalny efekt... lub gryzące od środka wspomnienie niespełnionej nadziei. Nadziei na lepsze życie, niesamowite zdarzenia, spotkanie wyjątkowych ludzi... nadziei utraconej, bo nie odważyliśmy się zaryzykować utraty naszej bezpiecznej, znanej i ciepłej codzienności.
Tylko czy istnieje jakakolwiek rutyna, która byłaby tego warta?

futerko - Asos, buty - Stylowe Buty, marynarka - Zalando, koszula - Bershka, jeansy - Hollister, bransoletki - By Dziubeka, Stradivarius, szalik - H&M, torebka - Valentino

42 komentarze:

  1. Wow, jakie Kasia robi zdjęcia!!! <3
    Kasia!!! Czy Ty mnie słyszysz, widzisz tutaj? Robisz mi sesję!!! :D


    :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Nadziei na lepsze życie, niesamowite zdarzenia, spotkanie wyjątkowych ludzi... nadziei utraconej, bo nie odważyliśmy się zaryzykować utraty naszej bezpiecznej, znanej i ciepłej codzienności.
    Tylko czy istnieje jakakolwiek rutyna, która byłaby tego warta? - świetnie napisane ;)
    Twój styl mnie zachwyca. Ta stylizacja naprawdę jest meeega oryginalna ;)
    Gdzie kupiłaś botki ?

    + zapraszam do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Urocze zdjęcia! Super wyglądasz!

    OdpowiedzUsuń
  4. cudo <3 futro i butki słodkie

    OdpowiedzUsuń
  5. nieziemsko piękne zdjęcia i świetny zestaw - jednym słowem nic dodać, nic ująć!

    OdpowiedzUsuń
  6. Zacznę od tego, że świetne zdjęcia:) Molem książkowym również jestem, pochłaniam książki jak łasuch czekoladę:D pewnie niektóre książki przeczytane teraz odebrałabym w nieco inny sposób, znalazłabym w nich jakieś inne spojrzenie;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. świetnie wyglądasz, przepiękne lity ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. nie ma to jak Wawelowe wzgórze ;) śliczne fotki a z tym latającym szalikiem to już fotografka zaszalała ;P bezsprzecznie tworzycie "super duo" ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. uwielbiam twoje zdjęcia, slicznie wygladasz!

    OdpowiedzUsuń
  10. Pratchett opisał kiedyś czasoprzestrzeń jako... spodnie :) Dokonując jakiegokolwiek wyboru wchodzimy w jedną nogawkę, jednocześnie nasze drugie "ja" ładuje się do drugiej, podejmując decyzję alternatywną :) I tak się toczą losy, w dwóch zupełnie innych kierunkach - czasem jestem ciekawa co porabia Weronika w tej drugiej nogawce :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest, w sumie w nie jednej książce czy filmie przewija się temat naszego alternatywnego życia - chyba najbardziej pod tym względem utkwił mi w pamięci "Efekt Motyla" :)
      Obudziłaś we mnie tęsknotę za Pratchettem, będę musiała do niego kiedyś wrócić :)))

      Usuń
  11. Super zestaw, futerko Ci pasuje :)

    OdpowiedzUsuń
  12. ślicznie wyglądasz i zdjęcia piękne ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Super zdjęcia i butki:)
    zapraszamy do nas:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zjadła Ci się literka "e" w zdaniu "Wymagają mnóstwo wysiłku, pojawiają się chwile zwątpienia i zdarza się, ż nie ma już odwrotu...". ;)
    Wiesz jakoś trzeba sobie radzić. Ja już się do tego przyzwyczaiłam, jakoś to zaakceptowałam, bo tak trzeba, bo tak jest lepiej w życiu. Nie jest łatwo, ale powtarzam sobie, że zawsze mogłoby być gorzej, że inni mają gorzej. Wiem, nie powinno się budować swojego szczęścia na cudzej krzywdzie. To nawet nie tak jest. Choć to wygląda tak jakbym motywowała się cudzym nieszczęściem, a to nie jest tak. Ale wolę w ten sposób się jakoś motywować, nie mam innych sposobów. Są chwile, kiedy człowiek sobie myśli "Cholera jaki to ma sens? Taka wegetacja z dnia na dzień.", ale staram się jakoś zmieniać swoje myśli, bo mam dla kogo żyć, bo mam zbyt wielu wspaniałych ludzi, bez których nie byłoby tak kolorowo jak jest. I tak najbardziej boję się samotności. Nawet nie boję się tak śmierci jak właśnie samotności. Że stracę te skarby, które mam. Skarby - rodzina, przyjaciele - to WSZYSTKO co mam, co posiadam. Żyję chwilą, bo jestem tu i teraz. Chwytam dzień, okradam go z tego co mogę okraść. Biorę garściami, bo nikt mi pod nogi nie usypie kupki złota czy pieniędzy. Nawet bym tego nie chciała. Pewnie prędko bym się tego szybko pozbyła, oddałabym bardziej potrzebującym. Podzieliłabym się z rodziną, dała przyjaciołom. Tak jestem altruistką i jestem z tego dumna. :) Bardzo mi miło, że komuś daję trochę "Słońca". Oby ten uśmiech Ci nie znikał z twarzy. :*
    Zdecydowanie dla mnie Kamieniem Życia jest blogowanie, wyjazd do Zakopanego do kliniki, poznani ludzie, mnóstwo wspaniałych chwil tych, które przeminęły i te, które nastąpią. Przeczytane książki, nowinki, ciekawostki, jeszcze długo by tak wymieniać... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy chyba najbardziej boi się samotności - nie ważne ile masz lat oraz jaki masz stan portfela i zdrowia, zawsze najbardziej boimy się tego, że zostaniemy sami ze sobą, ze wszystkim co nas otacza i że w razie potrzeby nie znajdziemy obok pomocnej dłoni. Dlatego samotność nas przeraża, a wpędzić się w nią o wiele łatwiej, niż mogłoby się wydawać.
      Grunt jednak to sobie radzić i w chwilach zwątpienia będę myślała o Twojej pogodzie ducha :)

      Usuń
    2. Miło mi, że jestem dla kogoś motywacją. Mam nadzieję, że takich chwil zwątpienia będzie jak najmniej ;*

      Usuń
  15. Genialne zdjęcia. Wyglądasz wspaniale. Zazdroszczę torebki;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Masz coś w sobie z Anioła ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. bardzo dziewczęco!:) i super świeżo. Uwielbiam ostatnie zdjęcie, przemawia przez niego taka... beztroska:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Też podoba mi się ta książka. W ogóle autorka napisała wiele dobrych książek. Polecam Ci, jeśli nie czytałaś "Poczwarkę".
    No i muszę to napisać ale jak się uśmiechasz bardzo mi przypominasz pewną piękną panią w latach młodości - panią Annę Seniuk! ;)
    pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie przymierzam się do "Poczwarki" i "Ono" :))

      Usuń
  19. Kurczę, pierwsza część posta - zupełnie jakbym czytała o sobie. Też tyle czytam, że później wypada mi z głowy, że ten tytuł już wchłonęłam. Ale jeśli książka jest dobra, z przyjemnością czytam jeszcze raz ;)

    Butki piękne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony sprawia mi radość czytanie książki po książce i najchętniej nie robiłabym sobie od nich przerw, ale z drugiej... po miesiącu nie pamiętam już większości tego, co przeczytałam, nie wspominając już nawet o dłuższym czasie. Chyba lepszym wyjściem jest poświęcenie chwili na przemyślenie tego, co się przeczytało, bo ja z kolei nie znoszę czytać lub oglądać tego samego po raz drugi :)

      Usuń
  20. w książkach można się dogłębnie zatracić, a potem i tak zapomnieć o czym była

    piękna stylziacja

    OdpowiedzUsuń
  21. oj, dawno tu nie byłam, a jak się pozmieniało! przepiękne zdjęcia, przepiękne słowa, myśli, oczywiście przecież również zestaw. rozkwitasz!

    OdpowiedzUsuń
  22. Dorota cudownie pisze ;)
    Piękne buty, będą moim celem na zakupach ;) <3

    OdpowiedzUsuń
  23. Katarzyna, skradłaś mi serce tymi totalnie odmiennymi zdjęciami. Dostajesz gwiazdkę!

    Ale wracając do umiłowania rutyny... Ona też jest potrzebna. Daje poczucie bezpieczeństwa, dzięki któremu łatwiej nam decydować się na odważniejsze kroki, taka poduszka codzienności sprawia, że kraksa decyzyjna nie jest taka straszna.
    Mówi to ta, która zmieniła 6. raz mieszkanie w ciągu pół roku. Komforcie, przybywaj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko trzeba też odróżnić rutynę od stabilizacji. O ile stabilizacja jest dobrą rzeczą i rzeczywiście daje nam poczucie pewności, bezpieczeństwa i nie wyklucza jednocześnie drobnych, codziennych szaleństw, to o tyle rutyna wcale tego nie robi :)
      To teraz jeszcze pochwal zdjęcia mojego autorstwa u Kasi, o!

      Usuń
  24. Droga czekolado, czytam wiele naprawdę świetnych blogów, ale Twój wpisuje się w mój gust całkowicie. Znajduję naprawdę mądre teksty, które tak często bezskutecznie szukam w blogosferze i oprócz tego dobre zdjęcia. Tekst był pisany w 100 % o mnie i do mnie... Studiuję przyszłościowy kierunek, na bardzo dobrej uczelni,interesuje mnie to, ale jednak moje marzenia były zawsze inne i niestety codziennie powtarzam tą ,, rutynę" ale nie mam na tyle odwagi i wiary w siebie żeby to zmienić. Smutne bo myślę, że do końca życia będzie mi czegoś brakowało. Niestety tak kochamy swoje marzenia, że boimy się je realizować

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę niestety powiedzieć, że doskonale Cię rozumiem - również studiuję tzw. przyszłościowy kierunek i o ile przed studiami miałam nadzieję, że to jest to, to aktualnie już tego nie czuję... Postanowiłam jednak wytrzymać do licencjatu i dopiero na studiach magisterskich wybrać dziedzinę, która mi pasuje. Mam akurat to szczęście, że są one ze sobą powiązane :)
      Zastanowiłabym się na Twoim miejscu, w jakim stopniu możesz realizować swoje marzenia na boku, niezależnie od wykształcenia oraz na ile rzeczywiście mogłyby one być Twoim źródłem utrzymania. Nie pozwól na to, by już zawsze Ci czegoś brakowało, bo możesz tego bardzo żałować...
      Dziękuję Ci za bardzo miłe słowa! :)

      Usuń
  25. jestes taka do zjedzenia <3 a twoje zdjęcia i stylizacje i buźka zawsze nastrajają optymistycznie:)

    OdpowiedzUsuń
  26. I teraz zamiast realizowac kolejny projekt w pracy, zastanawiam sie co jest moim kamieniem.... :)

    OdpowiedzUsuń
  27. ładnie wyglądasz :) piękne lity.

    http://prettylittlefashionistaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń